Odkryj świat Klary
Galeria
Ilustracje do powieści „Tragiczna miłość Klary” Janusza B. Kozłowskiego
„Droga biegnąca przez wieś przypominała wstążkę z kamieni, z wystającym na środku grzbietem i ubitymi piaszczystymi poboczami. Ten wytarty od lat przez wozy i konie trakt w ciepłe dni stawał się źródłem unoszącego się w powietrzu kurzu, a po deszczu zamieniał się w błotnistą ślizgawkę.” (s. 205)
Tak mogła wyglądać miejsce, które ukształtowało Klarę, uczyło cierpliwości, porządku i przywiązania do prostych rytuałów dnia. Wiosenne błoto, kurz i niekończące się prace – wszystko to kształtowało jej wewnętrzny ład i spokój.
Tak mogła wyglądać miejsce, które ukształtowało Klarę, uczyło cierpliwości, porządku i przywiązania do prostych rytuałów dnia. Wiosenne błoto, kurz i niekończące się prace – wszystko to kształtowało jej wewnętrzny ład i spokój.
„Chyba widzisz z okna, że na zatoce jest lodowisko. Teraz na pewno oświetlili je lampionami i jeszcze z godzinę będą jeździć na łyżwach.” (s. 48)
„Od strony jeziora słychać było odgłosy ludzi cieszących się z jazdy na łyżwach. Wydzieloną na środku zatoki taflę lodowiska oświetlały migoczące pochodnie osadzone na wysokich tyczkach tak, że pomimo zmierzchu wciąż można było dostrzec kilka par i pojedynczych łyżwiarzy sunących po lodzie. Ich ruchy przypominały taniec – jakby ciemne, bezcielesne cienie na jasnej tafli lodu tańczyły i wirowały w widowiskowym, wieczornym balecie.” (s. 49)
„Od strony jeziora słychać było odgłosy ludzi cieszących się z jazdy na łyżwach. Wydzieloną na środku zatoki taflę lodowiska oświetlały migoczące pochodnie osadzone na wysokich tyczkach tak, że pomimo zmierzchu wciąż można było dostrzec kilka par i pojedynczych łyżwiarzy sunących po lodzie. Ich ruchy przypominały taniec – jakby ciemne, bezcielesne cienie na jasnej tafli lodu tańczyły i wirowały w widowiskowym, wieczornym balecie.” (s. 49)
„Dziewczyna znalazła się w obszernym, jasnym pomieszczeniu ze ścianami wyłożonymi białymi kafelkami. Wyjrzała przez okno. Wychodziło na podwórze i dalej na skute lodem jezioro, którego brzegiem przed chwilą szła z dworca. Dostrzegła też zaśnieżone dachy magazynów na drugim brzegu zatoki.” (s. 19)
„Jeszcze raz spojrzała za okno. Na środku zamarzniętej zatoki urządzono lodowisko. Mimo wczesnej pory kilka osób jeździło już na łyżwach po odśnieżonej tafli, ogrodzonej młodymi świerkami.” (s. 24)
„Jeszcze raz spojrzała za okno. Na środku zamarzniętej zatoki urządzono lodowisko. Mimo wczesnej pory kilka osób jeździło już na łyżwach po odśnieżonej tafli, ogrodzonej młodymi świerkami.” (s. 24)
„– Kładę na stole piętnaście marek, idź i kup sobie, proszę, porządny gorset – powiedziała. – Wiesz, jak się idzie do Hermanna?
– Nie, proszę pani.
– To proste. Wyjdziesz z naszej kamienicy, przejdziesz na drugą stronę ulicy obok fryzjera i apteki, wejdziesz na ulicę Główną i już jesteś na Rynku. To piąty sklep po prawej stronie. Na pewno znajdziesz.” (s. 32)
„Tu, jak przyjdzie wiosna i płaszcze pójdą do szafy, porządna kobieta nie powinna pokazywać się na ulicy bez gorsetu, bo to trochę tak, jakby naga chodziła – wyjaśniła lekko zażenowana.” (s. 35)
Ulica Główna na której znajdował się sklep z damską Edmunda Hermanna. Obecnie plac Tysiąclecia.
„Szybko zbiegła po schodach. Przeszła obok kościoła katolickiego (…) i po przejściu kilku ulic znalazła się na Nowym Rynku. Zegar ratuszowy wskazywał za dziesięć szóstą.” (s. 104–105)
„Z nabrzeża udała się na Rynek, snując się bez celu między nielicznymi przechodniami. Minęła ratusz i poszła w dół…” (s. 250)
„Weź ten stary kosz na zakupy i zanieś w nim Pako do doktora Hoppe na ulicę Schillera. Dom jest po prawej stronie, w połowie drogi między kościołami. Na kamienicy znajdziesz szyld. Na pewno trafisz.” (s. 40)
„Z Rynku, jakby prowadzona trudnym do uchwycenia impulsem, Klara skierowała się prosto na ulicę Schillera, do kamienicy, w której mieszkał doktor Hoppe. Kiedy stanęła przed drzwiami jego mieszkania, jej serce zabiło mocniej…” (s. 52–53)
„– Co powiesz na spacer? Pójdziemy nabrzeżem do wieży, a potem do kawiarni na sernik. Co ty na to?
– Ale… proszę pani – zawahała się Klara – czy to wypada? Ludzie mogą się dziwić…
– Nie przejmuj się tym – uśmiechnęła się pani Deppner. – Chodźmy. Poczekaj na mnie na dole. Za kilka minut i ja będę gotowa.
(...) Była końcówka kwietnia, a chłodna woda jeziora orzeźwiała powietrze, które przenikał słodki zapach kwitnących drzew i krzewów. Wiosenny zmierzch przyniósł ciszę, a spokojna tafla jeziora wprawiła Klarę w stan zadumy.” (s. 131–132)
„Ojciec Luise to konserwatysta, jeśli chodzi o muzykę. Lubi ją, ale impresjoniści go nie przekonują. Gdyby to był Wagner, to co innego. Uważa, że niemiecka muzyka jest najlepsza i wszyscy powinni się na niej wzorować.” (s 122)
Luise (pierwsza z lewej) wychowała się w domu o surowych zasadach i tradycyjnych poglądach, typowych dla mieszczańskiej Ostródy początku XX wieku. W takim środowisku ceniono dyscyplinę, niemiecką kulturę i muzykę klasyczną. Jej fascynacja nowoczesnymi impresjonistami, takimi jak Debussy czy Ravel, stanowiła wyraz duchowej niezależności i subtelnej wrażliwości, która wyróżniała ją spośród otoczenia.
„W niedzielny poranek, tak jak umawiała się z Anną, Klara poszła na poranne nabożeństwo do starego kościoła przy Rynku. Kiedy zbliżała się do przykościelnego placu, zaskoczył ją widok około czterdziestu dorożek i furmanek. Konie przywiązane były do specjalnych drewnianych poręczy. Niektóre miały na głowach torby z obrokiem. Wszystkie były zadbane, nie było tu marnych chabet – wiele spośród nich to były czystej krwi trakeny. Przekraczając masywne, kilkusetletnie drzwi, dziewczyna poczuła chłód wnętrza oraz aurę spokoju i skupienia. Nabożeństwo odprawiane było po polsku, a świątynię wypełniali mieszkańcy pobliskich wiosek.” (s. 70)
„Klara nie mogła oprzeć się urokowi tego starego, średniowiecznego, ceglanego kościoła, choć budowla nosiła ślady zaniedbania – tynk, na którym wciąż widniały fragmenty dawnych malowideł, odpadał płatami. Wnętrze było proste i skromne, pozbawione elementów, które mogłyby rozpraszać wiernych. Poza dużym krucyfiksem na ołtarzu, kopią znanego obrazu Cranacha Młodszego przedstawiającego Lutra oraz tablicami na przeciwległej ścianie, upamiętniającymi mieszkańców miasta poległych w wojnach napoleońskich i francusko-pruskich, nie było tu nic ponad to, co niezbędne.” (s. 70)
„Ich oczom ukazał się salon cukierniczy w pełnej krasie. Po przeciwległej stronie drzwi wyróżniała się duża, dębowa lada. Za nią znajdowały się przeszklone witryny z ciastami na płaskich posrebrzanych paterach i desery w eleganckich pucharkach. Obok stał regał z likierami i nalewkami. Wszystkie ściany udekorowane były wzorzystymi ciemnymi tapetami, a obrazy, głównie olejne landszafty, dodawały wnętrzu uroku.” (s. 175)
„W tym momencie do stolika podszedł ubrany w biały fartuch kelner.
– Co paniom podać? – spytał.
Anna spojrzała na Klarę.
– Poproszę kawę z mlekiem i kawałek sernika po wiedeńsku – powiedziała tamta.
– Ja poproszę to samo.
– Bardzo proszę, zaraz przyniosę. – Kelner z uśmiechem ruszył w kierunku lady.” (s. 176)
„A wiesz, dwa tygodnie temu – zaczął z pasją w oczach Paul – otworzyli u nas galwanizernię, najnowocześniejszą w całych Prusach Wschodnich. Wszystkie śruby, nakładki, blachy są teraz nie do zdarcia. Rdza ich też nie bierze – kontynuował rozemocjonowany. – Mój majster mówił, że brakuje im tam ludzi i zastanawiają się, żeby mnie tam wysłać na przyuczenie.” (s. 146) RAW (późniejszy polski ZNTK)- miejsce pracy Paula.
„Dziewczynę zachwyciły misterne elementy snycerskie, którymi ozdobione były okiennice, parapety, framugi oraz drzwi budynku. Każdy szczegół wydawał się dopracowany z niezwykłą starannością. Uwagę przyciągało też okazałe drewniane zadaszenie, wychodzące szeroko na część restauracyjną znajdującą się na wolnym powietrzu. Rozległe, rzeźbione belki tworzyły pajęczynową konstrukcję, która harmonijnie wpisywała się w otoczenie. Całość znajdowała się w środku okazałego, starego bukowego lasu.” (s. 230)
Ostródzkie służące - być może koleżanki Klary z kamienicy przy Wodnej.
„– Klara, poznałaś już inne służące z naszej kamienicy? – zapytała pani Jadek.
– Jeszcze nie, a dlaczego? – zdziwiła się Klara.
– (…) Są tu jeszcze cztery inne dziewczyny. Wszystkie jak ty, z pobliskich wiosek. Ciesz się, że trafiłaś do Deppnerów. Jedna ma gorzej od drugiej.” (s. 80)
„W czasie wizyt wkładaj, proszę, czystą czarną sukienkę i czysty biały fartuszek, a na głowie miej mały czepek. Jeżeli będziesz podawać w bluzce, musisz mieć zakrytą szyję. No i pod spodem musi być gorset.” (s. 21) „Krótko przed piątą dziewczyna sięgnęła po swoją czarną sukienkę. Włożyła ją starannie i wygładzając delikatnie, dopasowała ją do swojej figury. Dopełniła strój, nakładając biały fartuszek i biały czepek. Była gotowa do odegrania roli eleganckiej służącej.” (s. 84)
Wnętrze przypominające mieszkanie państwa Deppnerów przy ulicy Wodnej. Fotografie autora, wykonane w Muzeum Historii Katowic.
„Teraz chodźmy do naszego salonu – powiedziała pani Deppner i zaprowadziła Klarę do pokoju, którego okna wychodziły na ulicę Wodną i dalej na stare miasto. – Obok jest mój buduar, za nim jadalnia. Jak widzisz, jest naprzeciwko kuchni.” (s. 20)
„Mieszkanie Deppnerów zrobiło na Klarze duże wrażenie. Nigdy wcześniej nie korzystała z bieżącej wody płynącej z kranu, ubikacji spłukiwanej wodą, kuchenki gazowej oraz lamp elektrycznych, które, nawet w Ostródzie, były rzadkością.” (s. 26)
